Moja pierwsza wyprawa na ryby.

Mój ojciec to zapalony wędkarz. Mnie ten sport nigdy jakoś wielce nie pociągał. Siedzenie godzinami w trawie i patrzenie się na spławik zawsze kojarzyło mi się z wątpliwą przyjemnością, a nawet nudą. Oglądanie zawodów w pływaniu synchronicznym wydawało mi się o wiele ciekawszym zajęciem niż moczenie kija w wodzie. W moje osiemnaste urodziny ojciec postanowił, że spróbuje mnie zarazić pasją do wędkarstwa i zabrał mnie na ryby.

Doskonale pamiętam swoją pierwszą wyprawę na wspólne wędkowanie

Łowienie ryb

Wiązało się to niestety ze wczesnym wstaniem rano i przygotowaniem się do wyprawy. Najpierw poszliśmy wykopać robaki. Nie brzydził mnie widok glizd, ale czynność ta nie była zbyt przyjemna. Następnie trzeba było przygotować wędki i odpowiednio je wyregulować. Ponieważ się na tym nie znam, to wolałem się za to nie brać, aby niczego nie zepsuć. Ja zająłem się w międzyczasie na przygotowywanie prowiantu na wyprawę. Myślałem, że pójdziemy na okoliczny staw i tam połowimy jakieś małe rybki, jednak ojciec wyprowadził samochód z garażu i oznajmił, że mam zapakować cały sprzęt do bagażnika. Ku mojemu zdziwieniu pojechaliśmy nad jezioro, a tata wynajął łódkę. Zaskoczył mnie. Nigdy w życiu nie pływałem łodzią, więc pojawiła się iskierka nadziei, że nie będzie to tak zupełnie nudny wypad. Załadowaliśmy cały sprzęt na łódź, ubraliśmy kamizelki i wypłynęliśmy na wodę. Popłynęliśmy aż na sam środek jeziora. Silnik elektryczny do łodzi został w końcu wyłączony, a tata wyciągnął z torby dwa nieznane mi urządzenia. Jak mi później wytłumaczył, były to echosonda wędkarska oraz baofeng, czyli swego rodzaju krótkofalówka. Echosonda pomogła nam zlokalizować większe skupiska ryb. W końcu nadszedł ten moment i zarzuciłem spławik na taflę jeziora. Po chwili spławik zaczął się ruszać, a ja zacząłem kręcić kołowrotkiem.

Okazało się, że do haczyka doczepił się stary kalosz. Gdy go wyłowiliśmy, to śmiechom nie było końca. Tak rozpocząłem moją przygodę z wędkarstwem. Teraz, gdy już nabrałem trochę wprawy, to zdarza mi się złowić więcej ryb od taty. Mojego pierwszego brania jednak nigdy nie zapomnę.